Projekt pod górkę


    Reaktywacja staroci nie zawsze jest prosta, łatwa i przyjemna. Czasem wszystko idzie nie tak, wszystko pod górkę i na przekór. Przekonałam się o tym ostatnio bardzo dotkliwie. Mąż zgłosił zapotrzebowanie na większą szafę, bo podobno nie miał gdzie chować swojego dobytku. Upatrzyłam mu więc  prostą trzydrzwiową szafę i obiecałam szybko ją pomalować. Projekt był prosty - szafa miała byc czarna, mocno obdrapana, taka wiecie - w stylu chippy. Przewidywałam, że w jeden dzień uwinę się z robotą. O ja naiwna :(

 
 To jest zdjęcie z ogłoszenia - prawda, że fajna ta szafa?

Problemy zaczęły się już przy transporcie. Sprzedawca zapomniał opróżnić szafy, więc operacja strasznie się przeciągała. Na dodatek cholerstwo okazało się tak ciężkie, że panowie porzucili szafę w garażu. Wymyśliłam więc, że szybciutko w tym garażu ją wyszlifuję, a potem już w pokoju, w przyjemnym ciepełku, pomaluję, gdyż do warsztatu zimą się zbyt chętnie nie zapuszczam, z uwagi na brak ogrzewania. A jeszcze postanowiłam w tym garażu częściowo szafę zabejcować, bo miało spod farby wyzierać sporo ciemnego drewna. Niestety niosąc puszkę bejcy pod pachą zachciało mi się schylić i cała bejca wylała się prosto na kurtkę i jeansy. Kurtka stara, więc nie beczałam, ale jeansy jeszcze całkiem ulubione.


W końcu szafa znalazła się już w pokoju, a ja pełna optymizmu przystąpiłam do zasadniczych robót, czyli do malowania. Użyłam farby kredowej firmy Autentico. Kiedy farba trochę podeschła, planowałam ją solidnie powycierać mokrą gąbką tu i tam, żeby odsłonić naturalne drewno. Wcześniej już tak robiłam i wiedziałam, że kredówkę daje się łatwo zmywać. Jednak z tą farbą było zupełnie inaczej. Farba nie zmyła się ani odrobinkę, co zapewne potwierdza fakt, że jest bardzo trwała i odporna na ścieranie. Nie chciałam natomiast zbyt mocno szorować papierem ściernym, żeby nie zetrzeć bejcy. Moją koncepcje trafił więc szlag. Cała czarna absolutnie nie wchodziła w grę, bo wyszłoby z niej takie zwyczajne pudło.


W niedzielę rodzina na szczęście wyprawiła się w góry, a ja rozpoczęłam walkę na nowo. Nie było wyjścia, trzeba było odpalić szlifierkę - w pokoju!!! Kto szlifował, ten wie, co to oznacza. Hmm wyszło mi takie coś. Mąż się załamał :)


Od poniedziałku czekało mnie więc kolejne szlifowanie, malowanie, paćkanie, kombinowanie - zeszło mi w sumie kolejne cztery dni. Jakby tego było mało, pojawił się jeszcze jeden, delikatnie mówiąc, śmierdzący problem. Szafa miała swój specyficzny zapaszek starej szafy. Nic nie pomogło malowanie wewnątrz. Nie pomogła też soda, neutralizator zapachów, chlor, imbir. Internetowe koleżanki specjalistki podrzucały coraz to nowe pomysły, z kocim żwirkiem na czele. Ostatecznie udało się osiągnąć sukces z pomocą choinki zapachowej o zapachu wanilii.


 Jak widać, kolejne wariacie są coraz ciekawsze :)


A tu już efekt końcowy. Co prawda wcale nie miałam zamiaru używać złotka, bo w końcu miała to być szafa dla męża. Ostatecznie jednak to właśnie ono uratowało cały projekt. Dzięki niemu szafa zaczęła żyć, nie była już taka smętna i ponura. 


Summa summarum wyszła całkiem inna szafa niż zakładałam, ale polubiłam ją taką.


Mąż nie do końca podzielał mój optymizm i początkowo był raczej sceptyczny, ale skoro się już wprowadził, to chyba się z szafą polubili :)

 

Czy Wy też macie czasem tak pod górkę?


Pozdrawiam serdecznie
Kasia

Komentarze

  1. Kasiu, Ty jesteś niesamowita kobieta! Taka masywna szafa to ciężki orzech do zgryzienia w ogóle, a Ty pokonując przeszkody nie tylko się nie poddałaś, ale osiągnęłaś imponujący efekt :O Szafa prezentuję się genialnie, gratuluję wtrwałości i umiejętność!:) Ściskam Cię serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu Ty to zawsze wiesz, jak mnie podnieść na duchu, dziękuję Ci bardzo :)

      Usuń
  2. Wspaniały i ciekawy artykuł :) Bardzo podobają mi się zdjęcia i fajnie, że jest ich dużo :) Podziwiam Cię za talent i cierpliwość, bo to nie lada sztuka wykonywać tak pięknie renowacje! Faktycznie, ta szafa była trudna , ale za to jaki ładny i niepowtarzalny efekt! :)

    Przyjemnie spędzam czas na Twoim blogu i będę zaglądać tu częściej. Zapraszam również na mojego bloga: https://edreamsstyle.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak ucieszył mnie Twój komentarz. To jest najlepsza motywacja do dalszej pracy. Pozdrawiam i dziękuje za zaproszenie :)

      Usuń
  3. Było ciężko, ale powstała bardzo oryginalna szafa, obok której chyba nikt nie przejdzie obojętnie. Gratuluję wytrwałości. Bardzo piękny post. <3

    Serdecznie pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było łatwo, nawet już zaczynałam tracić nadzieję, ale ostatecznie jakoś się udało. Pozdrawiam Cie ciepło :)

      Usuń
  4. Zawsze tak bywa, że jak się coś zobaczy i stwierdzi "dzień pracy",to potem schodzi tydzień: )
    Zawsze tak mam i się wszystko po drodze jeszcze wali. Twoja szafa wyszła świetnie jest nietypowa i jedyna. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wniosek z tego taki, że zawsze trzeba planować robotę co najmniej na tydzień. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Jest świetna :)
    To się nazywa reaktywacja.
    Może łatwo nie było, ale efekt piorunujący.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wyszła mi ona bokiem, ale teraz ją już lubię. Ściskam :)

      Usuń
  6. Zawsze tak wychodzi, jak człowiek stwierdza, że to proste, ciach mach i po wszystkim.
    Miałam tak z kredensem. Jak zaczęłam szlifować drzwiczki, to się okazało, że nie są drewniane tylko z płyty paździerzowej. Trzeba było zrezygnować z farby akrylowej, bo nie chciała tego paskudztwa pokryć.
    Jednak efekt, choć nie zamierzony, wyszedł Ci całkiem fajnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć. Czasem zadania z pozoru łatwe zamieniają się w drogę przez mękę, ale czasem i odwrotnie - coś co nas przeraża, okazuje się nie takie znowu straszne - tylko jakoś tak troszkę rzadziej :) Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  7. Szlifowałam blat od biurka w pokoju - więc wyobrażam sobie co musiałaś mieć przy tej szafie... No ale, warto było, szafa wygląda ciekawie :) Podziwiam za cierpliwość, bo ja to pewnie miałabym ochotę walnąć wszystkim, a Ty jednak - do celu, do celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, też miałam zamiar walnąć wszystkim, właściwie dopiero jak postanowiłam, że ją wywalę, to ona zaczęła współpracować, więc wiesz, może tu jest metoda :)

      Usuń
  8. Wiesz, że coś w tym jest - ja tak z kwiatami mam, jak mi jakiś zdycha mimo wkładanego serca, to go śmietnikiem straszę i potem jakoś współpracują ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale miałaś przeboje! Trochę szkoda spodni, ale szafa wyszła super :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, były przeboje, ale najważniejsze, że szafa stoi i bardzo ją już teraz lubimy :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Na pewno nie jest to sztampowa propozycja. Bardzo ciekawie wyszło:)

    OdpowiedzUsuń
  11. O, dzięki Ci, genialna kobieto! Projekt wprost fantastyczny! Mam w spadkowym mieszkaniu niemal identyczną szafę, którą planowałam wywalić na śmietnik z braku dobrego pomysłu, a tu proszę - okazuje się, że z takiej zwalistej kolubryny można wyczarować dizajnerskie cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu to ja Ci dziękuję :). Przeczytałam Twój komentarz mężowi, żeby wiedział, jakie mu się trafiło dizajnerskie cudo :)Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  12. Widzę że krok po kroku szafa stawała się coraz lepsza :)
    Efekt końcowy jest znakomity - tak właśnie miało być :)
    Nie dziwię się że ją lubisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szafa już trochę u nas stoi i wszyscy się do niej przywiązali :)pozdrawiam

      Usuń

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

MÓJ INSTAGRAM

Obserwatorzy